niedziela, 20 marca 2011

obrys

Nikt nie chce kochać, wszyscy chcą być kochani.
(Marta, "Pociąg" (1959)) 

Miała tak piękny obrys oczu, że niewyobrażalnie chłonęłam każde jej spojrzenie. On miał natomiast tę ciemność, która przeciwstawia się błękitowi. Po raz kolejny pomyślałam o przypadku, który powoduje, że dotychczas odrębne światy zaczynają się przecinać. Maleńczuk na wczorajszym koncercie również z tą niesamowitą charyzmą zaśpiewał o pragnieniach. Tych przeszłych i przyszłych. Przy czym te drugie wydają się ważniejsze, gdyż z nimi spędzę resztę życia. 

niedziela, 13 marca 2011

wyostrzenie

Słońce świeci wprost w okna. Promienie filtrowane są przez pył na szybach. Mycie okien zawsze kojarzone było u mnie ze zmianami. Koniecznością wyostrzenia horyzontów. 

środa, 9 marca 2011

ludzkie mięso

- Ludzie są tu materialistyczni, pełni egoizmu. - zwracał się do faceta siedzącego na przednim miejscu taksówki, w którego głowie były wówczas marzenia o pośladkach amsterdamskich pań. Ten sam facet chwilę później nawiązał coś do głębi duszy muzułmanów, aczkolwiek nie wypadło to wiarygodnie, bo on sam zaprzedał duszę cielesności. 

A w oddali migały czerwone witryny z ludzkim mięsem. 

sobota, 5 marca 2011

batida

Przesuwałam po nim wzrokiem, jakbym miała zamiar lukrować to ciasteczko. Jego wielkie, smutne oczy łapały moją ciekawość, kiedy wpijałam się w czekoladowy przysmak, który trzymałam w delikatnej filiżance. Miał delikatną urodę blondyna wyjętego wprost z lat sześćdziesiątych. Tak właśnie wyobrażałam sobie ówczesnych kelnerów o powłóczystym spojrzeniu, drobnej postawie i długich palcach u rąk. 

niedziela, 20 lutego 2011

ostatni zajazd

To miasto jednak mnie przygnębia. Nieestetyczne bloki, zdecydowanie gorsze od ursynowskiej wielkiej płyty, z kurnikami w postaci chaotycznych przeszkleń. Tuż za chwilę biurowiec z logo Barclays, niewspółmierny do ubogiego otoczenia. Jednak tu jestem, po raz kolejny. Może na długo - ostatni. Zajazd na Litwie.

Godzina in plus. Praca in minus

czwartek, 17 lutego 2011

po drugiej stronie lustra

Kolor lakieru na paznokciach uzupełniał w swej owocowej barwie skórkę pomarańczy. Otaczał ją z pewną drapieżnością, wbijając się długimi ruchami w jej wnętrze. Była soczysta, mimo pozornego pomarszczenia. 

Polizałam palce. Lakier stopił się z wargami. W tej samej chwili podniosłam spojrzenie i zobaczyłam Karolinę po drugiej stronie lustra. 

niedziela, 13 lutego 2011

wiatr

Skąd wieje wiatr? 
Idziesz przez życie i nagle w nozdrza wpada smuga powietrza. Zaczynasz skręcać głowę. Tułów. I nagle odwracasz się w bok. Zaczynasz widzieć. Wiatr.

Wiatr w mieście? 

Wystarczy schować się w bramie i drzewa niech szaleją. Upadają inni, a tobie wydaje się, że tkwisz w bezpiecznym porcie. Tylko, że droga ma wówczas jeden azymut. Wprost pod upadający konar. 

Wiatr jest męski?

Skąd to się wzięło, że niektóre rzeczy mają taki, a nie inny rodzajnik? Dlaczego rozstanie jest nijakie? Przecież jest jednym z silniejszych wiatrów i powinni to należycie odzwierciedlić w wikipedii. 

Ktoś napisał wiatr za oknem uspokoił się, nastała fajna cisza... Nie wiedział przecież, jak bardzo spójny był ten wiatr za oknem z tym szalejącym w mojej głowie. Teraz muszę tylko posprzątać zniszczenia i znaleźć ten spokój, który nie wiadomo czemu ma rodzaj męski.