wtorek, 4 listopada 2014

bez końca

Prawie lewitował nad siedzeniem. Gdyby nie fakt, że siedzieliśmy w samolocie, pomyślałabym, że zaraz odleci. Poprawiał mankiety, wyciągał sprzęty przerzucone w tryb offline. Wyraźnie czymś się pasjonował.

Ja niby niepatrząca. Niby obojętna. Zameldowana tymczasowo w tej nibylandii. Bez adresu. Bez numeru. Bez końca.

środa, 4 czerwca 2014

proszę

Puls. Czuła, jak ten gorąc podchodzi jej pod brodę. Zacisnęła wręcz usta, aby nie wyszedł on mową. Mogłaby stać się zbyt głośna.

Co by zrobiła, gdyby ten nieznajomy pochylił się i nagle upuścił swoją rękę. Na jej szyi. Mierząc jej puls kciukiem, na wargach, które zamarły w słowie.

Proszę.

czwartek, 29 maja 2014

zajęcie

Patrzył na nią przez całą salę. Ona w ostatnim rzędzie. On - prelegent. Bawili się tak w krzyżowców, walcząc o zajęcie każdej wolnej przestrzeni.

Miła zdobycz zostawiona na pożarcie jego ego.

poniedziałek, 12 maja 2014

wahadło

Zegarek. Spojrzał na nadgarstek, bynajmniej nie po to, aby sprawdzić godzinę. Wiedział dokładnie, ile minut jest spóźniony. Po prostu stwarzał wrażenie ważności. 

Stała tuż obok, uczestnicząc nieproszona w całej tej scenie. Patrzyła to na niego, to na czubki butów. Była tym wahadłem, którego mu brakowało w naręcznym mechanizmie.

wtorek, 15 kwietnia 2014

hamulec

My eyes on you.

W sumie nie chodzi o zdobywanie. Swoistą udrękę wchodzenia w kadr. Uważanie, aby ktoś cię z niego nie wypchnął. Kto powiedział, że trzeba gonić?

Wzajemność. Ten moment, kiedy jesteś zauważona. Kiedy zauważasz jego. I nie boisz się przytrzymać. Jego wzroku na sobie. 

Czasem zatrzymuję się na tych światłach. Obok stoi on. Patrzymy zza szyb na siebie. W skrzywionej optyce. 

Żółte. Zielone. A my nadal z nogą na hamulcu.    

piątek, 11 kwietnia 2014

w końcu

Zastanawiała się, co robi przed snem. Czy jeszcze czyta. Na tablecie lub w papierze. Może jedynie ogląda. Film. Albo puste miejsce obok siebie. A może słucha. Odgłosów zza ściany. Swoich myśli.

Jaki jest przed snem? Zabawny, zmęczony, zły? Wszystko na zet

Bo to koniec. Alfabetu. Wielokrotnie go napoczynała, nie dochodząc nigdy do dna.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

namacalnie

- Piętnaście minut dzieli mnie od Ciebie - powiedział. Nie użył słowa kwadrans, tylko liczby rzeczywistej. Tak bardzo namacalnie chciał rozpocząć odliczanie. Ostatni etap niewidzenia.

Nie sprawdziła przepowiedni jego nawigacji. Nie patrzyła na zegarek. Słuchała. Biurowa wykładzina tłumiła kroki, ale nie wygłuszyła dzwonka. Domofonu. Dzyń.

Ukłuła się. Jego brodą. W usta.

czwartek, 3 kwietnia 2014

akt

Siedzieli tuż obok. Byłam na tyle blisko, że fizycznie wręcz czułam, jakbym uczestniczyła w najbardziej z intymnych przedstawień. Para aktorów dla jednego widza. 

Głęboka sofa zapraszała do ułożenia tej historii na nowo. Do spuszczenia rzęs, aby nie patrzeć wprost. Aby nie widzieć jego obrączki, jej lekko przekrzywionej głowy i tej nagiej szyi wygiętej niby do pocałunku. 

Minimalne gesty. Maksymalne emocje. Który to akt?

poniedziałek, 31 marca 2014

tuż przed tym

Byłem dominujący. W sumie tak chciałem to rozegrać. Nie pokazać po sobie, że mi się spodobała. To była również jej strategia. Powiedziała mi o tym, kiedy trzymałem jej stopę w ostatnim uścisku. Byliśmy tak podobni.

Sztywny kołnierzyk i mankiety. Sztywne maniery. I miękkie pożegnanie, wyszeptane w bluetooth dwóch aut. - Płakałaś? - zapytałem tuż przed tym, jak przerwało.

środa, 26 marca 2014

na moim piętrze

Wypadłam z korytarza tak nagle. Uznałam, że nie mogę za bardzo mu się przyglądać. Że muszę wykazać pełne niezainteresowanie. Bo facet z różą stać może. Nawet na moim piętrze. Nawet nie dla mnie.

A gdyby tak podejść do niego. Przeprosić za pomyłkę. Dać mu się wytłumaczyć. A może zaskoczyć. Może wbiłby ten kolec. Z róży. W mą dłoń.

wtorek, 18 marca 2014

ciasny kąt

Stałem na tych światłach znudzony, wręcz zły, że tracę czas. Pamiętam, że w radio leciała muzyka, do której machinalnie wybijałem rytm na kierownicy. W biurze czekała mnie ciężka rozmowa, a nawet nie miałem zebranych argumentów. Wszystko działo się nie tak.

Przede wszystkim miałem o niej nie myśleć. Wydawało mi się to łatwe, wystarczyło wybielić pewne obszary w głowie. Wystarczyło tylko zapomnieć, jak bardzo działała na zmysły. Słowem, niekiedy uczynkiem, a na pewno zaniedbaniem. Bo nawet mnie nie pocałowała.

Może to ja stchórzyłem. Może powinienem być macho do końca. Kiedy była blisko, ale jeszcze nie najbliżej. Przynajmniej usłyszeć, jak oddycha, zapędzona w ciasny kąt.

poniedziałek, 10 lutego 2014

w obie strony

- Tak, to jest nieco wkurzające - pomyślałam. Ten rodzaj podglądactwa. Ciekawości, która nie do końca jest sympatyczna. Uśmiechnęłam się do pewnego wspomnienia. Dlaczego jest tak jak jest. A było przecież inaczej.

Internet nie jest anonimowy. Ale w obie strony.

wtorek, 4 lutego 2014

arena

Otarł się o nią. Pomyślała, że to przez ten trzydniowy zarost. A to jednak było spojrzenie. Wręcz najostrzejszy jego kąt. Otarło się o nią tak samczo.

Podobało się jej. Bardziej zachowanie niż on sam. Nagle ta przestrzeń stała się areną, którą ona przecięła czerwienią. Ust? A on podążył za nią. Jak w ślepą uliczkę. 

Może by tak krążyli wokół siebie. Mistrzowie uników. Może on odważyłby się krzyknąć, zanim ona zniknie na ruchomych schodach. Może byłby to początek. I koniec. 

czwartek, 30 stycznia 2014

obudowa

Zapytał się przed wszystkim o sytuację prywatną. Pierwszy mail od dwóch lat zakończony dość bezpośrednio. Mniej ważne było poszukiwanie nowej pracy, skradziony samochód. Przebijało się tylko jedno pytanie, reszta to obudowa. 

Pomyślałam, że faceci koło czterdziestki zaczynają panikować. Rozdzierają szaty, aby pokazać, że mają... serce?

wtorek, 21 stycznia 2014

odmiana

U l g a. Mogłaby to słowo odmieniać przez wszystkie przypadki. Nawet ten jeden, który na koniec okazał się narzędnikiem. Potraktowano ją bowiem jak narzędzie, a ona huknęła wołaczem. 

Nie jest polonistką, a wyczuliła się na odmiany. 

piątek, 17 stycznia 2014

antyromans

Otworzyła drzwi. To nawet nie było dziesięć sekund. A jedna sekunda. Spojrzeli na siebie i powstało wrażenie. W romansach czas wówczas przestaje biec. A tu nagle przyspieszył. Zagalopował.

Zapytał. Odpowiedziała. I mogliby tak w nieskończoność. Uprzejmie, taktownie. Z emocjami ukrytymi za okularami. Aż zaparowały. 

niedziela, 12 stycznia 2014

jedna z tych

W jej figurze zapisana była frustracja. Zbyt grube uda. Masywne biodra. I krok, taki snujący. Szłam za nią, skazana na jej papierosiany dym. 

To jedna z tych kobiet, która pierwsza nie powie dzień dobry. Na której twarzy nie zobaczę spontanicznego uśmiechu. Jest ociosana. Ze wszystkich emocji.