środa, 29 czerwca 2011

królowa zdetronizowana

He left at dawn.

- Królowa po kilku miesiącach zdetronizowana. - pomyślałam, wyciągając płytę Adele z samochodowego odtwarzacza. Kręciła się wśród pięciu innych płyt, umilając mi stałe i niestałe trasy. 


Świat nie znosi próżni, bo nie jest prawdą, że królowa jest tylko jedna. 

wtorek, 28 czerwca 2011

mroczna strona widma

Tym razem filmowa historia była drugorzędna. Przepraszam Cię Roman, ale wezmę dla siebie coś innego. Klimat. Nawet ten daleko-morski. 

Weź kamerę i uchwyć wiatr w locie. Pomaluj powieki stalowym cieniem. Zbliż się do szyby, aby ślad pary wodnej rozszedł się po szkle. Oprzyj stopę o ciepły kamień. Rozepnij mankiet koszuli. Poproś o kieliszek wytrawnego czerwonego wina. I zacznij nagrywać swoje widmo. Autora widmo.


Ten dom mnie zachwycił. Idealnie wpasował się w moją estetykę. Pogłaskał morskimi trawami po podniebieniu. Pobudził mroczną stronę. Zapalił. 

poniedziałek, 27 czerwca 2011

chodź tu do mnie kotku

- A czy ja tam zaparkuję? - wygłosiłam jako jedno z moich podstawowych pytań. Uspokojona dojechałam w okolice Metropolitan i zderzyłam się z modną rzeczywistością. Pod Hotelem Europejskim rozłożony został bowiem wybieg dla kotek, które prychały na okolicznych trotuarach, wynosząc się ponad myszki.

Chwilę później mijałam te futrzaki zapatrzone w witryny męskich oczu. - Biedactwa - pomyślałam. - Takie nie przeżyją 25-procentowej przeceny po ćwierćwieczu swego żywota. Zapadną się na widok pierwszych mimicznych zmarszczek. 


Powiedziałam mu wczoraj, że co najwyżej chciałabym cofnąć czas do trzydziestki. Nie dalej. A tak naprawdę to dopiero teraz czuję się dobrze w swoim futrze. 

niedziela, 26 czerwca 2011

żywa natura z wędzidłem

Napotykam często ich spojrzenie. Zamarłych gdzieś w aksamitnym korytarzu baru karaoke. Ona w jasnoróżowej peruce, lewa dłoń z papierosem oparta na kolanie. Chwila przed tym, jak jej głowa osunie się na jego ramię okryte czernią marynarki. Pod nią koszulka wywrócona na lewą stronę, jak całe jego dorosłe życie. Oboje zagubieni, tworzący jednak żywą naturę z wędzidłem, jaką jest niespełniona miłość. 

niedziela, 19 czerwca 2011

zaczęło się od kontrabasu

- Już nie mogę być mentorem - mówił otwarcie, a kawiarnia na parterze budynku Agory wzdychała płucami licznie zgromadzonych osób. - Różni mnie wrażliwość - dodał, w odpowiedzi na pytanie z sali. - Dawna wrażliwość słowa została przekształcona we wrażliwość obrazu. Kiedy ja czytam książkę i koncentruję się tylko na niej, to młodzi przeskakują z facebooka przez blogi na performance w klubokawiarni. Liczy się szybkość i wielość.

- Nauka kojarzyła mi się przede wszystkim z tym, czego nie lubiłem. Dykcją, na przykład. Wkładałam patyczki do ust i ćwiczyłem moje nieudolne es niemalże do bólu. A młodzi chcą uczyć się wyłącznie tego, co lubią. Nie inaczej. Zmieniła się optyka. Ja nie chwalę, nie potrafię dawać wzmocnienia, rolą nauczyciela było zawsze wykazywanie innym słabych stron. -Miałem zimny chów - dodał.

Jerzy Stuhr o Kontrabasiście i 32 Omdleniach.

Następnego dnia siedziałam przy Skwerze Hoovera i słuchałam ulicznego jazzu. - To już nie saksofon jest tą wiodącą słabością - mówiłam - tylko właśnie kontrabas, wydobywający niskie, wibrujące dźwięki na wysokości podbrzusza. Fascynują mnie przecież również palce. Z dłoni można budować wieże, jak i wymyślne figury erotyczne. Salta. 

Mortale, a może morale. Sięgnęłam w samotności po Felliniego i La Stradę. - Fellini to moja wrażliwość - mówił Stuhr. W prawej dłoni kieliszek z przednim włoskim winem. Wpatrywałam się w mimikę Gelsominy. - Co jest w kobietach, że nie potrafią odejść i mają w sobie tyle poświęcenia? A w końcu i tak on ucieka. Porzuca mniej lub bardziej cicho, czasem nawet we śnie. 


Mogłam zmrużyć oczy i słuchać rzewne Besame mucho
. Stałam się przez moment niedowidząca, kiedy Cesaria w Sali Kongresowej śpiewała o oczach. - To w spojrzeniu mieści się magia aktorstwa kinowego - podkreślał Stuhr. Brawa, mnogość braw wibrowało na koniec koncertu. Udaliśmy się na południowy przylądek, równie zielony o tej porze roku. 

Palce wtopiły się w czyjąś ciepłą dłoń. Pomyślałam o cichych odejściach, które jednak nie nastąpiły. Radio grało przeboje sprzed dwudziestu lat, a japoński samochód niezawodnie prowadził do celu. Celu, który przekornie oddala się, im jest się bliżej. 

środa, 15 czerwca 2011

ktoś mógłby powiedzieć

Walizka ziewała swoimi wnętrznościami, bo chciałam, aby jak najdłużej wydychała w przedpokoju morskie powietrze. Pachnie także parfumelle, ze sznurków z bielizną metr powyżej. 

Na tarasie wdzięczą się solarne lampiony jak powietrzne latarnie dla bezsennych dusz, które chcą pofalować nad deskami akacji. Bukszpany są chyba ukontentowane nowym towarzystwem. 


Głos Agi Zaryan z nowej płyty przebija się z czerni głośników obejmujących łóżko, na którym rozkłada się błękit okładki o pewnej weneckiej historii. Czwartym utworem jest bowiem Eye Mask.


Bawię się kosmykami włosów, zmiękczonymi zabiegami damskiego fryzjera. Kosmyki jakby za każdym coraz krótsze i coraz bardziej kobieco pachnące. 


Ktoś mógłby powiedzieć: la belle vie

wtorek, 14 czerwca 2011

jaki masz zawód?

- Mój zawód? A jakie to ma teraz znaczenie, mam ich kilka w portfolio, mniej lub bardziej profesjonalnych. Gdyby opisać je kolorami, zabrakłoby barw, aczkolwiek najwięcej jest tam czerwieni. Ostrzeżeń na przyszłość. 

- Każdy zawód uczy nowych sztuczek i pogrubia skórę niedotkniętą wcześniej szorstkością. Zawód zatem rozwija kompleksowo i wydłuża listę oczekujących na zmiękczenie w torturze. 


A może zawodowo stać się katem? Katem miłości?

czwartek, 9 czerwca 2011

kark

Stałam, wpatrzona w jej kark. Moja niewzruszoność pozwalała mi zbilansować ciepłotę ciała, gdyż  otaczało mnie powietrze rozgrzane do ponad 40 stopni. Zsunęłam wzrok po jej biodrach i spojrzałam na martensy. Dzieliło mnie od tego stylu piętnaście lat, mimo że na jej karku widniały wytatuowane cyfry mojego rocznika. 

czwartek, 2 czerwca 2011

coś na kształt

So be gentle when you handle me. 

Zaskoczyła mnie ta piosenka. Wpadła tak zupełnie niezapowiedziana i pootwierała wszystkie zamknięte już drzwiczki. Do tej pory spoczywała na muzycznym cmentarzu pod szyldem iPoda. 


Palce silniej ścisnęły kierownicę, a raczej objęły ją pełniej, jakbym chciała mocniej poczuć tę skórę. Myśli jak domino przetaczały się po głowie. Poczułam coś na kształt niepokoju.


Pamiętam zmysłami. I także nimi zapominam. 

środa, 1 czerwca 2011

podobno

Play it again, Sam.

Mógł to być ukłon w stronę nieśmiałych facetów, przemykających wzdłuż ściany, a może nawet do niej lekko przypartych. Szepczący Bogart wyśmiewał jednak wszelkie podchody, bo z kobietą trzeba konkretnie, bez tańców godowych. Lubimy przecież brutali, grożących nam kulką z czterdziestki piątki. Podobno.